piątek, 21 lipca 2017

Żuczki

Czas temu już dosyć długi w czyjejś beadingowej pracy mignęły mi pancerzyki tajlandzkich żuków Sternocera aequisignata. Piękne, metaliczne, w dodatku w Polsce zupełnie niespotykane, więc postanowiłam kupić ich trochę na próbę. Dotarły, a ponieważ mam lekką fobię na punkcie robali obejrzałam je z obrzydzeniem i schowałam w kąt, przykryte czymś, bo brzydziła mnie sama świadomość, że tam są :P Odleżały tak ze dwa lata i ostatnio w końcu postanowiłam coś z nimi zrobić. Obrzydzenie zupełnie przeszło, zrobiłam nawet jedne kolczyki dla siebie :D

Przedstawiam Wam mini-kolekcję kolczyków Yashil :)

Pierwsze kolczyki zgłosiłam do leśnego wyzwania Szuflady :)

czwartek, 13 lipca 2017

Ilúve - kosmiczne labradoryty vol. 2

Pierwszą część tych labradorytów wrzucałam już jakiś czas temu, a kupiłam wtedy sporo kamieni, więc przyszedł w końcu czas na trzy kolejne wisiory :)
Alien Planet I
Space V (jaki on ma ogień!)
Space VI

piątek, 23 czerwca 2017

Snow White po raz drugi

Lat temu trzy i pół wyhaftowałam ślubny komplet z opalami etiopskimi - Snow White. Od tego czasu biały komplet na białym tle, w dodatku z ziarnistymi zdjęciami, tak sobie istniał, i nic dziwnego że pies z kulawą nogą się nim nie zainteresował, w końcu guzik na tych fotach było widać. 

Ostatnio w końcu się spięłam i zrobiłam mu nowe zdjęcia. Przy okazji zaktualizowałam zdjęcia paru innych ślubnych rzeczy, m.in. naszyjników Lawendowe Muśnięcie i Vera.

W każdym razie uznałam że Snow, choćby z racji tego że to jedyna rzecz do której użyłam takich kamieni z wyższej półki, zasługuje na nowy post (poza tym wciąż uważam że ta webbingowa koronka wyszła całkiem fajnie :) ).

Tak więc - przedstawiam Wam odświeżoną Śnieżkę :)

czwartek, 15 czerwca 2017

Monara - labradoryt z pawim piórem

Jednym z moich planów biżuteryjnych na to lato jest biżuteria z piórami. Jak na razie idzie jak po grudzie, mam kilka innych pomysłów na wakacyjne kolekcje i oczywiście w efekcie nie wiem za co się zabrać. Dlatego po różowych kolczykach to dopiero druga pierzasta praca w tym roku. 

A powstała zupełnie przypadkiem - mam takie pudełko, są w nim materiały do aktualnie robionego projektu plus trochę kamieni - takich na które mam jakiś pomysł, więc włożyłam żeby były pod ręką, i takich, które bardzo mi się spodobały, więc włożyłam żeby o nich nie zapomnieć. Tak było z tym labradorytem - robiąc inny projekt sięgnęłam do pudełka i zaczęłam obracać ten kamień w palcach. Ma mocny, wielokolorowy ogień i od razu przywiódł mi na myśl pawia (teraz w sumie nie jestem pewna czemu :D ). Chwilę później wiedziałam już, jak mniej więcej będzie wyglądał ten naszyjnik i wzięłam się za zrobienie go w pierwszej wolnej chwili.

Dumna jestem z pióra (które na zdjęciach, za wyjątkiem jednego makro, niestety kompletnie nie wygląda :/ ) - "zwykłe" pawie pióra nie pasowały do koncepcji, więc wzięłam mieczowe - które mają to do siebie, że jedna ich strona jest piękna, gęsta, a druga składa się z kilku długich, rzadko rozsianych promieni. Więc dobrałam dwa pióra, oskubałam łysawe strony, ostrożnie skleiłam i potraktowałam całość impregnatem do sutaszu (pierwszy raz używałam impregnatu, ale dzięki niemu piór można delikatnie dotykać i nic im się nie dzieje, więc mam nadzieję że zapewni im dłuższy żywot).

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Latająca trójka

Uwierzycie że minęło dwa i pół roku odkąd wyplotłam ostatniego motyla? A od zrobienia pierwszego jeszcze o rok więcej.
Ale ostatnio musiałam zrobić powtórkę czerwonego krwiopijcy, a skoro już uplotłam jednego, to czemu by nie zrobić od razu kilku ;) I powstały jeszcze trzy :)
Szaro-różowo-kremowy to powtórka tego, ale z lepszymi zdjęciami, pozostałe dwa to zupełne nówki sztuki.
No i przy okazji moja pierwsza próba przełamania czymś jednolitego tła zdjęć, w roli czegoś - roślinka ;)


 Wzory:
  • zmodyfikowane 1 i 2 i 3.